
Znacie to uczucie? Wyjazd za pasem, zaglądasz do szafy i wiesz, że czegoś ci brakuje? Co wtedy robi rasowa domowa krawcowa? Nurkuje w zapasach tkanin i siada do maszyny! Przed dłuższymi wyjazdami zawsze wpadam w małą panikę, bo niby moja szafa jest świetnie skomponowana, ale rzeczywistość wyjazdowa odbiega trochę od mojej codzienności i wymaga nieco innego ekwipunku. Umiejętność szycia plus szafa pełna tkanin sprawia, że mogę siąść i uszyć cokolwiek mi przyjdzie do głowy. Ale pośpiech to nie najlepszy doradca! Dlatego zanim wezmę się za krojenie, siadam spokojnie i robię plan.
Oczywiście idealnie byłoby zrobić listę rzeczy potrzebnych na wyjazd miesiąc wcześniej i na spokojnie ją realizować. Ale życie jest, jakie jest. Czasem coś wyskakuje nagle i wcale nie mamy buforu czasowego. Ta przedwyjazdowa gorączka ma swoje wady i zalety. Na plus – działa bardzo mobilizująco i jest szansa, że w bardzo szybkim czasie zrealizujemy projekt odkładany od dawna. Na minus – istnieje duże ryzyko, że zadziałamy bez namysłu i to, co powstanie, nie spełni naszych oczekiwań. Jak szyć na ostatnią chwilę i nie żałować? Mam na to prostą receptę.
Zrób listę, a potem ją ujarzmij!
Zanim potniesz pierwszą tkaninę, siądź na 10 minut z kartką papieru i zrób listę rzeczy, które chcesz uszyć. Tych, które są ci potrzebne na wyjazd i tych, o których aktualnie marzysz. Nie ograniczaj się, wyrzuć to z siebie! Pamiętaj, by uwzględnić kontekst. Jedziesz nad morze, czy w góry? Spędzasz tydzień na łódce, czy planujesz codzienne wyjścia na imprezy? Jeśli to możliwe, przywołaj w pamięci swój ostatni podobny wyjazd i zastanów się, co wtedy się sprawdziło, a jakich ubrań czy akcesoriów ci brakowało.
Wiem, chcesz już do maszyny! Ale ja Ci proponuję, byś podeszła teraz do szafy i wyjęła z niej rzeczy, które zamierzałaś spakować do walizki (najlepiej po prostu już je spakuj, będziesz miała część roboty z głowy!). Ciuchy wybrane – to teraz wróć do listy i skonfrontują, ją z tym, co masz w walizce.

Marzy mi się nowa bluza z kapturem – nad Bałtykiem niezbędna – ale w mojej walizce mam jedną bluzę z kapturem i sweter merino, więc z praktycznego punktu widzenia ten punk mogę spokojnie pominąć. Za to brakuje mi zwiewnej sukienki i z tego robię mój priorytet! Co dalej? Dzianinowa bluzka, oj! przydałaby się nowa, ale dam sobie bez niej radę. Pokrowiec na aparat – projekt odkładany od listopada, jeśli go nie uszyję (lub nie kupię), nie biorę nowego aparatu nad morze. Oj! szkoda by było, więc silny priorytet. Szorty – marzą mi się lniane do biegania po plaży za Roszkiem, jedyna szansa, żeby moje blade nogi nabrały koloru. Mam kilka par, ale żadna nie spełnia moich oczekiwań w 100% – średni priorytet.
Pytania, które pomogą Ci wybrać najlepszy projekt last minute
Nie wiem, jak ty, ale ja dysponuję limitowanym czasem przy maszynie i bardzo się staram, by dobrze go wykorzystać. Nie to, że nie pozwalam sobie na błędy, ale próbuję ich unikać. Jak widzisz, moja lista przedwyjazdowa jest dość krótka, ale czasu też mało, więc i tak muszę wybrać. Co zrobić, jak po pierwszej eliminacji masz wciąż więcej projektów, niż jesteś w stanie zrealizować? Oto kilka pytań, które pomogą w wyborze.
- Czy mam w domu wszystkie materiały potrzebne do realizacji (satysfakcjonującego) projektu? Jeśli nie, czy mam szansę je jeszcze kupić?
- Czy dane ubranie/akcesorium przyda mi się też w codziennym życiu, czy ma sens tylko na wyjeździe?
- Czy dane ubranie/akcesorium znajduje się na innych moich listach do uszycia?
- Czy szycie tej rzeczy sprawi mi przyjemność?
Wybrałaś? Łatwiej prawda? A może masz pomysł na dodatkowe pytania eliminacyjne? Teraz najważniejsze, nie wyrzucaj swojej listy. Wepnij ją do plannera, kalendarza, czy czegokolwiek używasz. Będziesz miała do czego się odnieść przed kolejnym wyjazdem! A jeśli po powrocie opatrzysz tę listę wnioskami powyjazdowymi, to już będzie całkiem poważny materiał do refleksji! Możesz w tym celu wykorzystać kartę pracy z wpisu Jak zrobić dobre podsumowanie sezonu.

To co uszyłam?
Oczami wyobraźni widziałam się na plaży w cudnej zwiewnej sukience, więc zaczęłam właśnie od kiecki. Nie miałam tu dużych wymagań, miała być przewiewna, na ramiączka, w mojej ulubionej długości midi, możliwie szybkoschnąca i plamoodporna. Brakowało mi w zbiorach odpowiedniej wielkości kuponu tkaniny (o najlepszych tkaninach na lato przeczytasz tu, KLIK), ale wpadłam na pomysł połączenia dwóch materiałów. Wiskozy o dziwnym brzydko-ładnym wzorze, którą kupiłam kilka lat temu w second handzie oraz skrawka batystu.

Zwiewna sukienka
Jak sobie zestawiłam te dwie tkaniny to już wiedziałam, który wykrój wybiorę. Model 114 z Burdy 5/2010 to taki krój, na który ostrzyłam zęby 10 lat. Górę wycięłam w rozmiarze 42 (obwód w klatce piersiowej – 96 cm, czyli mój), ale ostatecznie zwężałam ją pod pachami o 1,5 cm z obu stron. Obwód dołu pozostawiłam niezmieniony. Zrezygnowałam z zamka, bo nie był potrzebny. Wykrój na dół sukienki udało się zmodyfikować tak, by uzyskać swoją ulubioną długość i wykorzystać prawie cały kupon materiału. Z paska, który pozostał uszyłam opaskę na głowę. Bardzo jestem zadowolona z efektu, choć przy powtórce podmodeluję jeszcze przód dekoltu. Sukienka była mocno eksploatowana na wyjeździe, ale na plaży bardziej sprawdzał się zestaw szorty plus bluza lub kimono.

Szorty, które nie powstały i bardzo krzywy pokrowiec
A z uszycia nowych szortów zrezygnowałam. Gdy zajrzałam do szafy, przypomniałam sobie, że w zeszłym roku miałam dokładnie ten sam problem z szortami i na ostatnią chwilę uszyłam parę różowych krótkich sztruksów. Stanowczo nie najlepszy mój produkt! Da się nosić, ale widać, że były szyte w pośpiechu. Najbardziej mnie wkurza za nisko wszyta kieszeń. Tego efektu chciałam uniknąć, więc stwierdziłam, że wolę przez tydzień ponosić coś nieidealnego, a potem uszyć szorty zgodne w 100% z moją wizją, niż mieć w szafie kolejny średnio kochany ciuch.
Mocno mordowałam się natomiast z pokrowcem na aparat i tu poszłam w strategię „nie patrzę, że krzywo, byle do celu”. Potraktowałam to szycie, jako taką próbę generalną przed stworzenie właściwego pokrowca. Użyłam piankę wyciągniętą kiedyś z jakiegoś pokrowca na krzesło oraz resztki tkanin. Nic pięknego z tego nie wyszło, ale swoją rolę spełniło. A ja wiem, że muszę mocno ten projekt przemyśleć. Prawdopodobnie zdecyduje się na gotowy wykrój. Może ten, KLIK? Jeśli macie jakieś doświaczenie z tym tematem, to chętnie przyjmę wszystkie rady.

Na koniec chcę ci powiedzieć: śpiesz się powoli. Wykorzystaj kreatywny przedwyjazdowy impuls i stwórz coś fajnego. Nie daj się jednak ponieść wrażeniu, że nie masz się w co ubrać, a twoje wakacje będą niepełne, jeśli nie zabierzesz ze sobą walizki pełnej nowych ciuchów. Na 90% masz w swojej szafie wszystko, czego potrzebujesz.
Pięknych wakacji i miłego szycia!
Kasia
Powiem tak, porzuciłam chęć uszycia co niektórych rzeczy, bo jak poczytałam u Ciebie stwierdziłam, ze faktycznie skupię się na jednej lub dwóch. Uszyłam jedna sukienkę, dwie były uszyte wcześniej, ale bez guzików, więc z sumie miałam 3, które bardzo zależało mi by wziąć bo wiem, ze zawsze mi się przydadzą. Priorytetem była jednak bluza, którą szyłam w ostatnich godzinach i jak się później okazało, była najbardziej eksploatowanym ciuchem, bo wieczory chłodne, a i pogoda w drugim tygodniu zdecydowanie się popsuła. Koniec końców, zdążyłam ubrać jedną nową sukienkę i dwie stare, a nowe miały być na drugi tydzień i niestety pogoda zrobiła swoje i zostały w szafie. Dobrze, ze zabrałam jeansy i dwie koszule bo te były w użyciu często 😀 Wniosek z tego taki, ze pogoda zweryfikowała mój pomysł na ubierania się w czasie urlopu i narzuciła to co napisałam powyżej.
Ja zawsze mam w głowie różne fantastyczne wizje, jak to się będę prezentować na tych wakacjach i wcale tych pragnień nie deprecjonuję. Nie powiem, że miałam kiedyś totalnie zepsute wakacje, bo garderoba kiepska, ale wiem, że brak lubianych i wygodnych ciuchów nie pozwala mi się zrelaksować. Stąd też jestem zdania, że na wakacje lepiej brać sprawdzone ubrania, a apetyty na nowe zaspokoić tą jedną wypieszczoną rzeczą 🙂 Cieszę się, że artykuł pomógł!