Czy ty też marzysz o szyciu?

Moja mama naprawiała i szyła. Nie miała wyjścia, bo przecież w czasach jej młodości niczego nie było. Ale w domu stała maszyna, więc szyła sobie szwedy, sukienki, bluzki. Nie robiła tego z miłości do kreatywnych zadań. Gdy tylko świat zaczął się zmieniać, z radością porzuciła tę czynność na rzecz gotowych kolorowych ubrań! W czasach mojego dzieciństwa w sklepach nagle zapanował dostatek. Ale okazało się, że kasa potrzebna jest na ważniejsze rzeczy niż ubrania. Wtedy odkryłyśmy ciucholandy. 20 lat temu to był raj na ziemi, za złocisza wyciągało się cudownej jakości rzeczy! Jak coś nie pasowało, to siadało się do maszyny i przerabiało.

Slow fashion i ekoszycie

Gdy miałam kilkanaście lat marzyłam o szyciu na maszynie, mama nie lubiła tego sprzętu i nie miała cierpliwości mnie uczyć. A ja bezskutecznie walczyłam z rwącą nitką. Zniechęcona szyłam ręcznie, a potem wciągnęło mnie życie. Wciąż marzyłam o pięknych ubraniach, ale w sklepach nic na mnie nie pasowało. No może t-shirty. Gdy pod koniec studiów odkryłam pierwsze zagraniczne blogi o szyciu, szybko odkopałam zakurzoną maszynę mamy i zaczęłam walczyć z tym przedziwnym sprzętem. Nowe początki były mocno chropowate, ale byłam już zdeterminowana i wiedziałam, jak zdobywać wiedzę. Maszyna mnie wciągnęła. Po drodze – dzięki wspaniałej społeczności szyciowej – natknęłam się na ideę slow fashion, która pozwoliła mi nazwać i usystematyzować to, co od dawna próbowałam realizować.

To miejsce powstało (a raczej narodziło się na nowo na zgliszczach mojego pierwszego bloga o szyciu), by inspirować cię do ekoszycia. Bez radykalizmu, napięcia i straszenia końcem świata. Nie to żeby katastroficzne myśli były mi obce! Wiem jednak dobrze, że nie tędy droga. Mam dla ciebie świetną wiadomość: to co jest najlepsze dla ciebie, bardzo często jest również najlepsze dla Matki Ziemi, a slow fashion nie musi być luksusem dla najzamożniejszych. Zostań, będziemy tu szyć, naprawiać i filozofować!

Serdeczności,

Kasia (Baba Banul)