sukienka swobodna – recenzja wykroju

letnia sukienka z wiskozy

Nie wszystkie moje ubrania są wypadkową głębokich przemyśleń i świadomych wyborów. Czasem są efektem szczęśliwych zbiegów okoliczności. Tak było tym razem. Najpierw wygrałam  kupon ślicznej wiskozy w instagramowej rozdawajce @popcouture. Potem okazało się, że będę testować  najnowsze dzieło Juli z bloga Joulenka.  Sukienka swobodna to bohaterka dzisiejszego wpisu.

Przede wszystkim Julia spełnia tym wykrojem wszystkie obietnice. Sukieka swobodna to kiecka pełna luzu, w której można jeździć na rowerze, a nawet spać. Krój jest przy tym klasyczny, dający duże pole do popisu, jeśli chodzi o wszelkie przeróbki. Myślę, że wiele z Was może zobaczyć w tym modelu potencjalną idealną letnią kieckę. Ja od razu wiedziałam, że to nie jest moja idealna letnia sukienka, bo takowa rękawów nie uwzględnia. Powyżej 25 stopni Celcjusza jestem stanowczo team ramiączka. Nawet przez chwilę rozważałam uszycie tego modelu po prostu bez rękawów, ale tak jak można się było spodziewać, to nie wygląda świetnie (trzeba by tu mocniej pomodelować, obniżyć pachę, popracować nad łukami, etc.).  Wersję A odrzuciłam w przedbiegach, choć w lookbooku podoba mi się o wiele bardziej – za krótka, okrągły dekolt i brak rozpięcia umożliwiającego karmienie. Wiem, wiem zapięcie można łatwo dorobić – Julia obiecała nawet tutorial (spójrzcie na tę przepiękną wersję w paski, i na te spasowanie wzoru na zaszewce, mistrzostwo!), ale chciałam jednak uszyć jedną z wersji podstawowych do testów, bez specjalnych ingerencji.

Mój wybór: Sukienka Swobodna Wersja B z krótkim rękawem

W wersji B zobaczyłam potencjał na świetną kieckę wiosenno-jesienno-zimową. Eksperymentuję ostatnio dużo z różnymi szpiczastymi dekoltami i byłam bardzo ciekawa, jak się będę czuła w tym zaprojektowanym przez Julię. Brak dopasowania w pasie to dla mnie zawsze wyjście poza strefę komfortu, ale postanowiłam tu zaufać autorce, że pasek zrobi swoje. W przypadku Spódnicy Luzackiej, której poświęciłam oddzielny post (KLIK!), wyszło to zupełnie dobrze.

sukienka swobodna wersja B

Próbne odszycie

Zanim zabrałam się za szycie sukienki właściwej, musiałam zrobić próbne odszycie. Nie lubię szyć wersji próbnych, które potem trafiają do kosza, dużo bliższa jest mi idea wearable muslins, czyli użytkowych próbnych odszyć. Nie widziałam powodu odszywania spódnicy, bo cóż tu mogło nie pasować. Dlatego zdecydowałam się na wydłużenie góry o 10 cm i uszycie krótkiego topu z tkaniny odzyskanej ze spódnicy z second handu kupionej za 1 zł. Uszyłam górę w rozmiarze 40. Przy luźnych krojach mam zwyczaj iść w dół z rozmiarem, jeśli jestem pomiędzy. Bluzka pasuje, ale jednak nie czuć pełnej swobody w plecach, więc z sukienką poszłam o rozmiar wyżej. Rękawy wdały się bezproblemowo, dekolt ładnie leży.

Gdzie te (cycki) zaszewki?

Trochę musiałam pokombinować z zaszewkę biustową. I to jest historia z morałem. Zawsze, ale to zawsze, mierzcie ubrania z docelowym biustonoszem. Wciąż karmię mojego szkraba i najchętniej noszę miękkie biustonosze (biustonoszom do karmienia mówię stanowczo: nie!), które nie podnoszą specjalnie biustu. W takim też dokonywałam przymiarek na mojej próbnej bluzce, co zaskutkowało obniżeniem zaszewki o jakieś 3 cm.  W sukience ze względu na zmianę rozmiaru obniżyłam zaszewkę 2 cm. I całe szczęście. Jak pod gotową sukienkę założyłam inny, bardziej zbierający biustonosz, to się mocno zdziwiłam, gdzie ja mam te (cycki) zaszewki 🙂 Szczęśliwie kwiecista tkanina wiele wybaczy.

sukienka i bluzka uszyte z wiskozy

Podstępne lamówki

Instrukcja szycia jest bardzo przejrzysta, niejedna początkująca krawcowa wiele się z niej nauczy. Starałam się grzecznie podążać za Julią, ale w dwóch miejscach poszłam swoją drogą. Po pierwsze inaczej wszyłam lamówkę (tutaj tutorial In the folds, ja dodatkowo ostatni krok zrobiłam ręcznie). Początkowo poszłam za instrukcją, ale efekt był kiepski, na dekolcie było duże, brzydkie zgrubienie. Myślę, że przyczyny są dwie. Pierwszy raz robiłam to w ten sposób i pewnie nie było to perfekcyjne wykonanie. Druga sprawa to stosunek gramatury lamówki do gramatury tkaniny. Może jakbym wycięła lamówkę z oryginalnej tkaniny efekt byłby lepszy. Po drugie skróciłam o 1-1,5cm szlufki, bo wyszły mi jakieś takie odstające, ale to oczywiście kwestia gustu.

Tkanina 

Jak już dostałam wykrój do testów, to bardzo długo dumałam nad tkaniną. Oczywiście okazało się, że nic perfekcyjnego: lejącego, lekkiego, nieprześwitującego i w wystarczającej ilości, nie mam w swoich zbiorach. Nawet zaczęłam się rozglądać za czymś nowym, ale w sumie nic mnie nie przekonało. Ostatecznie padło na kupon cudnej wizkozy Aurora z Popcouture, na którą miałam troszkę inne plany. Jakość tej tkaniny jest cudowna, niestety trochę przebija i będę musiała się zaopatrzyć w cielistą półhalkę, żeby czuć się w tej sukience komfortowo. Dobrałam do niej guziczki z masy perłowej i beżową bawełnianą lamówkę. W efekcie mam w szafie niezwykle delikatną, dziewczęcą sukienkę. Przyznam, że jak na moje potrzeby troszkę zbyt delikatną. Chyba jednak wolę się w mocniejszych kolorach albo muszę się oswoić. Na razie owijam się czerwonym paskiem i od razu jest mi jakoś bardziej swojsko.

Swoboda

Bardzo cenię wykroje Julii za wygodę i prostotę. Mimo że lubię bardziej dopasowane modele, to coraz częściej sięgam po ubrania proste w użyciu. Szara Spódnica Luzacka jest niezastąpiona i cały czas myślę o drugiej, choć na początku wcale nie byłam przekonana, że to taki dobry wybór dla mnie. A jednak ubranie, które jest suber wygodne i szybkie do założenia wygrywa z tymi bardziej skomplikowanymi w obsłudze. Już nie wspomnę o ilości komplementów, które zgarnia ta spódnica.  Sukienka Swobodna to podobny przypadek. Już mi się wymyśla udoskonalona wersja jesienna.

Myślę, że taką swobodną sukienkę pozwalającą poczuć się dobrze w każdej, nawet najbardziej przyziemnej sytuacji, powinna mieć w szafie każda kobieta, ale szczególnie polecam ją przyszłym mamom. Kompletnie nie wierzę w ubrania ciążowe, w tej kiecce można swokojnie doczekać rozwiązania, a po ciąży posłuży idealnie do karmienia i biegania za latoroślami po placu zabaw.

To już druga wakacyjna kiecka w tym roku (pierwszą pokazywałam na Instagramie, ale może i tutaj troszkę więcej o niej napiszę) i  w tajemnicy powiem, że i trzecia jest już prawie gotowa. Mimo że piszę do was ze środka epidemii, to czuję, że złapałam ostatnio szyciowy wiatr w żagle. Szycie letnich sukienek zawsze dawało mi najwięcej radości, to taki wdzięczny temat. A jak wasze letnie plany szyciowe?

Pozdrawiam Was serdecznie,

Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *