bluza w paski i refleksje o slow fashion

Prowadzenie bloga ma tę zaletę, że w każdej chwili można spojrzeć wstecz. Przypomnieć sobie, co się robiło, myślało, czego się chciało rok, dwa, trzy lata temu. Uwielbiam się z wami komunikować, dzielić tym, co uszyłam, obserwować wasze zmagania z maszyną, wykrojami, tkaninami. To jest wielka wartość bycia częścią szyciowej społeczności. Ale z drugiej strony, od początku prowadziłam tego bloga  głównie dla siebie, by porządkować swoje postępy, pamiętać, w jakim kierunku chcę iść i trochę trzymać się w ryzach. W maju nastąpiła w moim szyciowym życiu zmiana. Po raz pierwszy postanowiłam przestać się spieszyć, biec do celu. Zamiast tego skupiłam się na procesie, wzięłam głęboki oddech i poczułam, że mogę szyć rzeczy, z których będę w pełni zadowolona, że nie muszę – a przede wszystkim nie chcę – już chodzić na kompromisy. Wchodzę w tryb slow fashion!

A wszystko za sprawą wyzwania slow sewing, w którym postanowiłam wziąć wtedy udział. Podeszłam do sprawy poważnie i zrozumiałam, że to dobry kierunek. Nie było to dla mnie wielkie odkrycie, od jakiegoś już czasu krążyłam wokół myśli slow fashion, nie mogłam jednak do niej znaleźć drzwi w moim pospiesznym życiu. Tak sobie myślę z perspektywy czasu, że maszyna pozwoliła mi zwolnić, wyrzec się złych zakupowych przyzwyczajeń i dorosnąć pod pewnymi względami. Już kilkakrotnie tu pisałam, że z natury jestem raczej raptusem. Wpadam na pomysł, chcę go od razu zrealizować, ograniczenia i braki wykorzystuje twórczo, czasem kosztem pierwszej idei. Dość łatwo też się godzę z tym, że coś nie wyszło tak, jak przewidywałam. To wielkie zalety, kiedy zaczynasz szyć. Pamiętacie, tę wielką rozczochraną radochę z każdej rzeczy, która wyszła spod waszej maszyny i przypominała ubranie?! Pierwszą, którą można było założyć i wyjść na miasto?! Muszę przyznać, że byłam bardzo odważna i od początku chodziłam w ciuchach, które szyłam, w tych krzywulcach okrutnych!

Zacznij z tym, co masz

Na samym początku towarzyszyła mi idea ekonomiczna. Nie będę wydawała majątku na szycie, nie dam się ponieść szmatoholizmowi, nie potrzebuję każdego ciekawego gadżetu, mogę się rozwijać za pomocą tego, co mam w domu: starej maszynie, miliona PRL-owskich przyborów odziedziczonych po dziadku S., tkanin z second-handu, itd. Najszybciej zrezygnowałam ze starej maszyny, którą wymieniłam na nowy, ale ekonomiczny model – wciąż nie byłam pewna, czy szycie, to coś na stałe. Nie zrozumcie mnie źle, idea ekonomiczna wciąż mi towarzyszy, sześć razy pomyślę zanim wydam na coś pieniądze, nie jestem impulsywna w moich decyzjach zakupowych – czasem trochę zgrzeszę tkaninami, ale bez przesady.

Coraz ważniejsze stają się dla mnie inne aspekty, np. ekologia. Daleka jestem tu od radykalizmu, ale się staram. Tak więc wciąż tkaniny z secondhandu są ważne, ale nie biorę już wszystkiego, co się kiedyś może przydać. Gdy kupuję nowe, staram się sprawdzać ich pochodzenie. Dbam oto, żeby były z Polski, lub chociaż Europy. Przecież im tkanina/ ubranie przemierzy do mnie dłuższą drogę, tym większe spustoszenie dla ziemi to niesie. Podchodzę też z większą nabożnością i szacunkiem do tkanin, nie chce ich marnować, nie chcę tworzyć ubrań, które będą leżeć. Szyję tylko to, co jest mi niezbędne. Staram się wybierać tkaniny dobrej jakości – choć tak, tu jestem jeszcze najdalej od ideału, bo nie zawsze stać mnie na tę najwyższą jakość. Ale im sprawniej szyję, tym mam poczucie, że stać mnie na więcej – bo mniejsza jest szansa, że coś popsuje.

Szycie w rytmie slow

Najważniejsza sprawa – pracuję nad projektem tak długo, aż jestem z niego w 100% zadowolona. Spójrzcie na mój nowy sweterek. Materiał na niego kupiłam na szyciowym bazarku. Od razu pomyślałam, że będzie z tego pasiasta bluzka. Ale jak tkanina przyszła, okazało się, że może starczy na prostą sukienkę – wiadomo sukienka lepsza niż bluzka. Uszyłam i od razu coś mi nie grało. Tak czułam, że kiecka worek nie będzie podkreślać zalet mej figury (ile razy już podejmowałam ten temat?), ale bardzo nie chciałam na tych paskach stosować zaszewek, cięć itp. Tak więc przez tydzień chodziłam koło tego prostaczka, przymierzałam, oglądałam, zrobiłam zdjęcia – to zawsze najlepszy sprawdzian, i zapytałam sama siebie: Kasiu, co wolisz, kieckę, w której będziesz czuła się średnio, czy bluzkę ideał? 

Odpowiedź była prosta. Ciachnęłam, doszyłam ściągacz – to moja nowa obsesja – i jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Fakt, mogłam tak od razu, ale przynajmniej sobie trochę poeksperymentowałam. Ze spraw praktycznych, projekt powstał na bazie wykroju Knipmode na dzianinową sukienkę. Model ma krótki rękaw, więc go przedłużyłam, wspomagając się moim ulubionym wykrojem na bluzkę z jerseyu. Całość uszyłam na owerloku, a potem wzmocniłam ściegi przeszywając wszystko na stębnówce. Przy wykańczaniu dekoltu zastosowałam ścieg ręczny-kryty – tak jest najpiękniej moim zdaniem. Taką prostą bluzkę zręczna krawcowa machnie w pół godziny, mnie to zajęło znacznie dłużej, ale nie żałuję, że się tak ślimaczyłam.

Co poza tym w październiku?

Praca mnie ostatnio przytłacza i nie mam za wiele czasu na szycie i przyległości. Mam spore zaległości w blogowaniu – bo jednak kilka rzeczy powstało. Trochę projektów też rozgrzebałam i bardzo staram się nie siadać do kolejnych, póki tych nie skończę. Najdumniejsza jestem z moich małych postępów w sztuce dziergania oraz z tego, że zaczęłam biegać 🙂 Całe wakacje o tym myślałam, ale nie mogłam się zebrać, a teraz w okresie jesiennego kryzysu w końcu się zmobilizowałam. Trzymajcie za mnie kciuki! Generalnie czuję jesiennego ducha zmian.

A co u was moim mili? Co szycie wnosi do waszego życia? Czy to tylko świetne hobby czy może źródło większych zmian?

Pozdrawiam serdecznie,

Kasia

15 komentarzy

  1. Świetne podejście do szycia! Też ostatnio staram się szyć bardziej dokładnie, zastanawiając się z czego i jak szyję, czy będę z tego zadowolona, czy będę to nosić, czy mi się to przyda.

  2. Prezentujesz bardzo mądre podejście do szycia i do zakupów w ogóle, godne naśladowania! 🙂 Ja mam wrażenie, że jeszcze trochę jestem zachłyśnięta tym, że potrafię szyć i nie zawsze efekt końcowy mnie zadowala. Oczywiście staram się wybierać modele, czy tkaniny które będą mi odpowiadać, ale nie zawsze się to udaje. Wydaje mi się, że wynika to głównie z braku takiej głębszej analizy, wzięcia 10 oddechów zanim podejmie się decyzję. Nie mogę też za bardzo na siebie narzekać, bo w mojej szafie jest kilka świetnych uszytków, ale są i takie z których jestem średni zadowolona. Jednak mam wrażenie, że zaczynam zwalniać to tempo i podchodzić do szycia spokojniej i z większym przemyśleniem. Muszę też mocno popracować nad tematem obłędnego kupowania nowych tkanin 😉
    Sweterek uszyłaś bardzo fajny, podoba mi się 🙂 Dobrze, że zdecydowałaś się przerobić sukienkę na sweterek, bo masz dzięki temu pełną satysfakcję z nowo uszytego ubrania!
    Trzymam kciuki za Twojego ducha jesiennych zmian, oby za szybko nie odleciał! No i powodzenia z bieganiem 🙂

  3. Daleko mi do Ciebie z przemyśleniem wszystkiego, kupuje tkaniny, które zalegają już nie pamiętam czasów, gdy kupiłam uszyłam i nie było zapasów, ale dorastam do ograniczenia.
    Sukienka od razu zwróciła moją uwagę, jest niby prosta, ale paski zawsze mają swój urok i te ściągacze dodają sportowego charakteru, ja paski uwielbiam, dla mnie jest bardzo ładna i dobrze zrobiłaś, szyjąc sukienkę.
    Pozdrawiam 🙂

  4. Mam dokładnie te same wnioski, tyle, że z poczuciem, że za długo trwała ta lekcja 🙂 Kilka lat produkowania wszystkiego, co tylko przyszło mi do głowy (by sprawdzić jak to wyjdzie)… odbija się lekkim niesmakiem. Teraz się staram panować nad rozbuchaną pomysłowością, ale wciąż często pojawia się myśl- że wszystko to tylko prototypy. Kolejna bluzka, kolejna czapka będą już idealne. Tylko jakoś nie są 😛 Bluzka wyszła świetna, uniwersalna, a takie noszą się najlepiej 🙂

  5. Mam podobnie do Ciebie 😉 Przede mną jeszcze długa droga do zupełnie przemyślanego szycia ale staram się jak mogę.
    Kasiu sukienka była taka "moja" ale Tobie rzeczywiście lepiej w bluzce, grunt to czuć się dobrze w tym, co się nosi. A mitenkami jestem zachwycona!

  6. i oby tak dalej! ja się bardzo staram, żeby moja projekty nie były nieprzemyślane, bo potem każdy taki ciuch zalegający w szafie boli, a jak wiadomo własne wytwory wyrzucać najtrudniej 😉

  7. Cóż, żeby nie było, moja droga do stanu idealnego również jeszcze daleka, ale mam ochotę trochę się wysilić, żeby satysfakcja była pełna. Dzięki za miłe słowa na temat sweterka 🙂 Justyno, bardzo bym chciała móc nosić takie sukienki, no ale niestety jakoś nie chcą na mnie leżeć 😉

  8. znam to, bardzo mi pomogło w pewnym momencie skupienie się na jednym rodzaju ubrania. powiedziałam sobie – teraz popracuje nad koszulami i po prostu zaczęłam powoli wnikać w temat. Żeby nie było nudno próbowałam różnych modeli, ale z podobnymi elementami i idzie mi coraz lepiej, widzę jak mi się wiedza składa w całość, a kolejne modele są tylko lepsze 🙂

    Dzięki za odwiedziny!

  9. Zgadzam się z Tobą, fajnie mieć bloga, bo można przypomnieć sobie o czym się myślało kilka lat temu. Ja mojego prowadzę ponad 7, więc to kawał czasu, sporo się pozmieniało :)Ja od dłuższego czasu wole szyć w rytmie slow, ale zdarza się też, że zrobię coś na szybko, bo mam taką ochotę. Uważam, że oba podejścia są potrzebne, ważne żeby szycie sprawiało przyjemność 🙂

  10. Myślę że taka postawa jak Twoja, notabene bardzo słuszna, przychodzi z czasem. Zauważyłam to u siebie. Kiedyś zachłyśnięta swoją nową umiejętnością-szyciem, szyłam aby szyć. Wieczorkiem zasiąść do maszyny, ciachnąć bluzkę i nazajutrz paradować w nowym ciuszku. Niekoniecznie przemyślanym, najpotrzebniejszym i najstaranniej uszytym. Teraz zdecydowanie stawiam na jakość,nie tylko materiałów ale odszycia,na przemyślenie danego projektu niż samo szycie.A sukienka w paski urocza choć pewnie bluzka praktyczniejsza i bardziej uniwersalna. Dobrze że ją ciachnęłaś. Pozdrawiam!

  11. Podejście godne pochwały. Nauczyłam się szyć by móc realizować swoje pomysły w dość trudnych PRL-owskich czasach. Nie szyłam więc dla samego szycia ale zawsze z potrzeby, co jednak nie uchorniło mnie przed namiętnym gormadzeniem tkanin i dodatków. Pasiasta bluzka bardzo mi się podoba. Choć i w wersji sukienki prezetntowała się bardzo dobrze 🙂

  12. Piękna dzianina i super bluzka, choć uważam, że w tej sukience bardzo fajnie się prezentowałaś. Piękne idee wyłuszczyłaś. Tak, to wszystko przychodzi z czasem.. Trzymam kciuki za Twóje slowfashion i swoje też 🙂 I żeby nie zapomnieć: piękne buty!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *