Dla tych, którzy tu czasem wpadają, nie jest tajemnicą, że najlepiej czuję się w kieckach midi. To moja baza. Miewałam lata, że spodnie zakładałam tylko na salę gimnastyczną i w skały. Ostatnio coraz bardziej jednak ciągnie mnie do spodni. Podczas pierwszych dwóch tygodni tegorocznego Me Made May najczęściej nosiłam moje pierwsze samodzielnie wyrysowane jeansy. Okazały się niezastąpione w chłodniejsze majowe dni i już myślę o następnej parze.
Zacznę od tego, że w mojej szafie trudno znaleźć dopasowane spodnie. Jeśli już jakieś noszę to szerokie, z prostą lub lekko rozszerzaną nogawką. Trochę to wynika z mojego przekonania, że w takich modelach wyglądam najlepiej, a trochę z faktu, że nigdy nie byłam w stanie dobrać sobie dopasowanych spodni. No tak, ale skoro „umiem” już konstruować, to mogę sobie takie prawie idealne spodnie stworzyć. Wiadomo, idealne sprawiłyby, że wyglądałabym w nich jak modelka, a mój tyłek by magicznie zmalał 😉 Aż tak dobrze nie ma.
Samodzielnie skonstruowane jeansy
Moje porcięta są dopadowane, ale nie obcisłe. Uszyłam je z bardzo rozciągliwego jeansu, zakupionego w secondhandzie. Mają kieszenie w karczku biodrowym oraz z tyłu, usztywniony karczek oraz eksponowany zamek z boku. Są bardzo, ale to bardzo wygodne. To nowy dla mnie model i przyznam, że miałam dużo wątpliwości, czy mogę w tym wyjść do ludzi. Ale moi najbardziej krytyczni recenzenci dali mi zielone światło (Luby mówi, że wyglądam w nich ok, a moja mama, że bardzo dobrze), więc się odważyłam. To co zmienię przy następnej próbie, to rozstaw tylnych kieszeni, trochę go zmniejsze, co by optycznie nie poszerzać sobie czterech liter. Użyję też trochę mniej rozciągliwej i cieńszej tkaniny, bo jednak mogłyby się troszkę mniej gufrować.
Tkanina z second handu i post zakupowy
Koszt tej imprezy:
– jeans z second handu: 10 zł
– zamek: ok. 4 zł
– nici: 6 zł
Wyszło ekonomicznie. Od marca nie kupiłam żadnej nowej tkaniny i mocno staram się szyć z tego, co mam. Pozwalam sobie jedynie na second-handowe kupony i tu ostatnio wpadło mi kilka fajnych tkanin. Przyznam, że mam trochę ostatnio problem z tym, żeby przysiąść do maszyny porządnie. Wena jest, ale jakoś po 8h w pracy nie mam ochoty na pozycję siedzącą. No ale po troszeczku, kończę kolejne projekty. Czeka mnie jakiś maraton szycia męskiego, bo Luby dopomina się o portki i nowe t-shirty. A co u was? Robicie sobie wakacje od maszyny, czy produkujecie na potęgę letnie sukienki?
Pozdrawiam serdecznie,
Kasia
świetne spodnie , i podpisuje się pod życzeniem też chciałabym szyć spodnie w których wyglądałabym jak modelka 😉
Spodnie są świetne i bardzo dobrze w nich wyglądasz.
Pozdrawiam Ania:)
Podziwiam, szczerze podziwiam te Twoje spodnie. Bo są bardzo fajne ! Dopasowane, ale nie opięte – tak jak lubię 🙂 I ten zamek z boku jest bardzo fajny, taki z pazurem?! 🙂 Tylko, czy aby one ociupinkę się w kroku nie marszczą? Tak przynajmniej na jednym zdjęciu mi się zdaje, no chyba że mi się wydaje i się czepiam, to wybacz 🙂 Ale tak ogólnie to super, i podziwiam za umiejętność uszycia spodni. Ja na inne aniżeli dresowe się jeszcze nie porywałam, ale to też może dlatego, że jednak sukienki bardziej do mnie przemawiają… 😉
Po 8 h pracy, mówisz, że ciężko z czasem na siedzące hobby? Ja za miesiąc wracam do pracy, po 4 latach "urlopu" , do tego dwójka dzieci w wieku przedszkolnym – ciekawa jestem jak sama się w tym wszystkim ogarnę, a bardzo chciałabym jednak nie porzucać szycia . Zatem życzę nam obu wytrwałości i weny 🙂 Pozdrawiam ciepło 🙂
Uszyć spodnie to wlaściwie pikuś. Troche fajnej zabawy przy zapięciu i kieszeniach, cztery szwy i pasek – w sumie miły czas spędzony przy maszynie.
ALE! ALE! Uszyć spodnie IDEALNE, to już jest wyzwanie!
Super Ci wyszły. Wzystko jest tip-top, fajnie leża, widać, ze wygodne i dobrze sie w nich czujesz. Szczerze gratuluję :).
Ewa
P.s. Zielona bluzeczka jest wyjatkowo śliczna:).
podziwiam wszystkich, którzy potrafią uszyć sobie spodnie, ja jeszcze mam z tym problem 😉 Twoje wyszły super i bardzo dobrze w nich wyglądasz i szyj więcej bo lubie sobie pooglądać 🙂
tysia
No no. Nie dość, że sama uszyła spodnie, do tego jeansy, to jeszcze je skonstruowała! Imponujące! To jest dobry model dla Ciebie, pasuje Ci. Kieszenie chyba rzeczywiście mogłyby być bliżej, ale z drugiej strony fajnie podkreślają kształty, więc jest git 🙂
A ja już produkcję letnią raczej skończyłam (w ogóle w tej Norwegii nie nie wiem, po co się w ogóle wysilałam, jesienną garderobą bym obleciała). Teraz zaraz urlop i po powrocie mam nadzieję na planowanie jesiennych ciuchów. Bo odkryłam, że trochę mi się styl zmienił i jak zrobi się (jeszcze) chłodniej, to będzie bida 😉
Ech, zazdrość, zazdrość wzbudzasz 🙂
Przyznaję,że mimo że w szafie mam sporo sukienek maxi, które uwielbiam nosi w letnie dni to jakoś w tym roku zdecydowanie częściej sięgam po spodnie. Jeansów jeszcze nie szyłam – podziwiam umiejętności kroju.
Przyznam, ze spodnie wyszły super, leżą pięknie są dopasowane ale nie piszczą jak ja to mówię, jest rewelacyjnie. Wyglądasz pięknie w tym modelu i możesz śmiało go powielać 🙂
Tak, tak, na takich spodniach możnaby zbić majątek 😉
Dziękuję 🙂
Spodnie w kroku zawsze przy ruchu będą się trochę marszczyć. W tym wypadku jest to trochę spotęgowane zbyt rozciągliwą tkaniną. Perfekcyjnie nie jest, ale to dopiero pierwsza próba 🙂
Wiesz, dla mnie po tych ośmiu godzinach, to nawet nie o ten czas chodzi [choć nie mam dwójki dzieci, jak ty ;)], tylko raczej o to, że mam ostatnio małą wytrzymałość na siedzenie. Taki odrzut od krzesła ;)no ale staram się przemóc, nagrodą są przecież piękne ciuchy 🙂 Tobie życzę dużo energii! i trzymam kciuki, żebyś znalazła chwilę na hobby 🙂
Masz rację, same szycie spodni to nie taka trudna sprawa. Cały szkopuł w konstrukcji, przerobiłam to na spodniach dla Lubego, rany z 10 par wywaliłam zanim trafiliśmy na model, który lubi. No ale się opłacało 🙂
Zielona bluzeczka, to taki efekt uboczny pracy z Burdą. Oczywiście porażka wyszła z gotowego wykroju i musiałam ratować własną konstrukcję 🙂
Dzięki Tysiu 🙂 postaram się wrzucać częściej moje uszytki 🙂
Dzięki! No ja się jeszcze dobrze nie rozbiegłam z letnią garderobą, ale z moim obecnym tempem to jesień mnie zastanie. A u mnie też będzie bida, bo mi się poniszczyło, co kocham, a nowego ani widu, ani słychu 🙂
bo to takie lato super mamy na razie 🙂
Dzięki Annetto 🙂 takie komplementy z twoich ust to zawsze miód dla duszy 🙂
Świetne spodnie! Ja uszyłam jedne dla córki, a dla siebie odważyłam się dopiero na krótkie spodenki, ale mają pasek, zamek i kieszenie jak w prawdziwych spodniach 🙂
Piękne spodnie, jak je zobaczyłam od razu wróciły mi wspomnienia, moich uszytych jeansowych spodni. Też takie kiedyś uszyłam… i dawno nie powtórzyłam tego… jakoś spodnie rzadko noszę.